Choć na co dzień widzimy go w garniturze, podpisującego dokumenty i rozprawiającego o budżecie miejskim, Jacek Sutryk to nie tylko „ten gość z magistratu”. Prezydent Wrocławia, znany z aktywności w social mediach i niecodziennego podejścia do polityki, ma także zupełnie prywatne oblicze, które rzadko przebija się do publicznej świadomości. Co kryje się za służbowym uśmiechem i eleganckim ubiorem włodarza jednego z najpiękniejszych miast w Polsce? Czas zajrzeć za kulisy funkcji, dobrze się przy tym bawiąc.

Prezydent z pasją do… psów!

Gdyby zorganizować plebiscyt na najbardziej psiolubnego samorządowca, Jacek Sutryk zgarnąłby złoty medal i to z dużą przewagą punktową. Trudno znaleźć zdjęcie, na którym nie towarzyszy mu jego ukochany pies – Wafel. Owczarek niemiecki pełni nie tylko rolę pupila, ale i swoistego „doradcy ds. dobrego humoru”. Sutryk chętnie publikuje zdjęcia ze spacerów, często o świcie, pokazując, że pies to nie obowiązek, ale codzienna radość. Wafel ma nawet własnych fanów na Facebooku, a niektórzy mieszkańcy żartują, że ma szansę zostać pierwszym psim wiceprezydentem.

Mężczyzna, który tańczy… z rodziną

Choć o politykach krążą różne legendy, w tym przypadku plotki o samotnym wilku to tylko niemający pokrycia mit. Jacek Sutryk jest blisko związany ze swoją rodziną, choć stara się chronić ich przed zgiełkiem życia publicznego. O jego prywatnych relacjach wiadomo raczej niewiele – co w czasach mediów społecznościowych samo w sobie jest ewenementem. Niemniej wiadomo, że ceni spędzanie czasu z bliskimi, a w kuchni nie boi się chwycić za nóż i przygotować coś więcej niż kanapki. Jaki jest ulubiony przysmak rodziny Sutryków? Tego niestety nie zdradził. Ale kto wie, może kiedyś wyda kulinarną autobiografię z przepisem na… sukces polityczny?

Kultura, książki i… rock’n’roll?

Jacek Sutryk nie kryje zamiłowania do sztuki. Jego media społecznościowe pełne są notek o spektaklach teatralnych, koncertach i wystawach, które odwiedza. Często spotkać można go w Operze Wrocławskiej, a bywa też gościem alternatywnych wydarzeń artystycznych. Co ciekawe, prezydent Wrocławia nie ogranicza się tylko do biernego odbioru – swojego czasu próbował sił w pisaniu felietonów. Jego styl? Lekki, ale z pazurem, jak przystało na miłośnika literatury i muzyki lat 80. Czy to prawda, że w młodości marzył o karierze rockmana? Tego nie potwierdzamy, ale zdjęcia sprzed lat sugerują, że gitary w ręku się nie bał.

Zieleń, rower i miejskie eko-wizje

Jeśli Jacek Sutryk nie siedzi akurat w ratuszu lub nie karmi Wafla, z dużym prawdopodobieństwem spotkasz go na rowerze. Prezydent Wrocławia nie tylko mówi o ekologii, ale sam ją praktykuje. Rower to jego ulubiony środek transportu – i to nie tylko podczas niedzielnych przejażdżek, ale także w drodze do pracy. Działa to trochę jak rowerowa polityka zrównoważonego rozwoju w praktyce. Miejska zieleń, ogródki społeczne i walka ze smogiem to tematy, na które mógłby rozmawiać godzinami. W jego planach amarzeń: Wrocław, jako miasto w pełni przyjazne pieszym, cyklistom i… psom – oczywiście.

Jacek Sutryk życie prywatne – kim jest człowiek za prezydenckim biurkiem?

Pod tytułem „Jacek Sutryk życie prywatne” kryją się nie tylko ciekawostki z życia osobistego, ale i konkretna osobowość: ciepła, otwarta i daleka od pompatycznego stylu polityków minionej epoki. To człowiek, którego można spotkać na kawie we wrocławskich kawiarniach, zagadnąć o losy osiedla albo… pogłaskać jego psa (za pozwoleniem, rzecz jasna). Jego konto na Instagramie to coś pomiędzy miejskim biuletynem a pamiętnikiem człowieka z pasją. No cóż – nie każdy prezydent dzieli się zdjęciami z rowerowych wypraw czy porannym selfie z psem. A jednak wygląda na to, że Wrocław lubi taki właśnie styl zarządzania.

Choć Jacek Sutryk funkcjonuje w przestrzeni publicznej jako prezydent miasta, z każdym kolejnym rokiem buduje wizerunek, który wykracza poza urzędowe ramy. Jacek Sutryk życie prywatne to temat nie tyle enigmatyczny, co po prostu ludzki – oparty na relacjach, pasjach i zwyczajnych sprawach. Bo jak pokazuje przykład Wrocławia, można być jednocześnie politykiem i… człowiekiem z sąsiedztwa. I jeśli polityka ma mieć ludzką twarz, to bez dwóch zdań – nosi ona okulary i wyprowadza psa o 6 rano.