Gdy w Turynie zapada zmrok… niektórzy kibice chowają się pod kołdry, by nie oglądać kolejnego remisu, inni jednak z wypiekami na twarzy analizują liczby, statystyki i, to co najważniejsze – rankingi Juventus. W erze, gdy piłkarze mają więcej fryzur niż bramek, a trenerzy są zwalniani szybciej niż Twitter traci użytkowników, dobrze wiedzieć, kto naprawdę trzyma formę, a kto tylko ją udaje. Czas więc zajrzeć za kulisy – bez zbędnego patosu, ale z solidną dawką danych i… humoru godnego wieczornego espresso.

Nastroje w szatni – CSI: Continassa

Nie trzeba być detektywem niczym Sherlock Holmes (ani nawet komisarzem Reksio), by wiedzieć, że Juventus ostatnio balansuje między geniuszem a frustracją. Po wyjściu z cienia pandemii oraz epoki „bieda-futbolu” nadszedł moment błysku. Allegri próbuje odzyskać kontrolę nad projektem, który przez chwilę przypominał rozbity rower po wyścigu Tour de France. Co z tego wyszło? Umiarkowana stabilizacja, przyprawiona miksturą remisów, cichych zwycięstw i spektakularnych… ucieczek z meczu przez środek pola.

Czy forma to czasownik przeszły?

Z formą Starej Damy bywa różnie – jak z pogodą w kwietniu. Jeszcze w listopadzie gracze prezentowali się jakby każdy z nich miał szwajcarski zegarek na nogach – precyzja, timing, dyscyplina. Ale już w styczniu pojawił się syndrom „kanadyjskiej zimy” – niby wiadomo, że będzie zimno, ale zaskoczył każdego. Szczególnie kibiców. Mimo wszystko, statystki napastników (a w szczególności Dusan Vlahovicia) znowu wyglądają jakby zostały wyjęte z katalogu FIFA 23: kilkanaście bramek, aktywność w polu karnym i efektowne ślizgi po golach. Defense? Ujdzie w tłoku, choć Bonucci już tylko w trybunach wspiera drużynę mentalnie i… grą na kazoo (żartujemy – chociaż kto wie?).

Statystyki, które mówią więcej niż trener na konferencji

Jak wypadają bianconeri w liczbach? W Serie A sklasyfikowani są aktualnie w topowej trójce pod względem liczby strzałów celnych, co oznacza jedno: bramkarz przeciwnika rzadko nudzi się w trakcie meczu z Juve. Defensywnie również nie jest źle – zwykle nie mają w zwyczaju rozdawania prezentów w formie samobójów czy fatalnych wybić. Punkty w tabeli zbierają regularnie, choć zdarza się, że rywale, których nie powinniśmy nawet dopuścić do pola karnego, nagle odbierają Juventusowi punkty z nonszalancją godną starych Włochów pijących espresso na rogu ulicy.

Najświeższe rankingi Juventus – co mówią, a czego nie pokażą?

Jeśli spojrzymy na najnowsze rankingi Juventus, widzimy obraz drużyny, która się rozwija, ale jeszcze daleko jej do momentu, kiedy wszyscy zawodnicy będą grać w jednej tonacji. Tak, punkty są zbierane. Tak, zdarzają się mecze piękne niczym klasyczne fiaty 500 na włoskich ulicach. Ale zawodnicy nadal mają problem z utrzymaniem koncentracji przez 90 minut. Gdyby rankingi oceniano w kategoriach kulinarnych – Juventus przypomina nieco pizzę bez mozzarelli. Dobrze wypieczona, ale brakuje czegoś „extra”.

Rankingi Juventus pokazują jedno – to drużyna, której kibicowanie przypomina jazdę kolejką górską. W jeden weekend pokonują mistrza, w kolejny gubią punkty z beniaminkiem. Ale, jak mawiają starzy Turyńczycy – liczy się proces. A w tym Juventus robi postępy szybsze niż nowa fryzura Pogby (zanim zawieszono go na dobre).

Kto błyszczy wśród piłkarskich gwiazd?

Wśród wyróżniających się zawodników warto wymienić powracającego Federico Chiesę – żywe srebro z turbo doładowaniem, które raz na jakiś czas przypomina wszystkim, dlaczego reprezentacja Włoch ma w składzie takiego asa. Moise Kean? Raz jest, raz go nie ma – jak guma Turbo w sklepach spożywczych. Ale gdy już się pojawi, potrafi poprawić humor każdemu tifosi. Manuel Locatelli z rzadszymi momentami chwały, ale nadal trzyma linię pomocy – jak stara włoska mama pilnująca, żeby nikt nie ruszał jej sosu pomidorowego z pieca.

Nie zapominajmy też o młodzieży: Miretti i Fagioli – nazwiska brzmiące jak przepis na klasyczne danie z trattorii, ale grają ze smakiem i pełnym zaangażowaniem. Nawet jeśli czasami przyprawią kibica o ból głowy.

Podsumowując – Juventus to nadal jedna z najsilniejszych marek w Serie A, z dużym potencjałem i równie dużym apetytem na sukcesy. Rankingi i statystyki mówią jasno: jeśli drużyna utrzyma rytm, możemy spodziewać się nie tylko Ligi Mistrzów, ale i emocji przy każdym gwizdku sędziego. A że przy tym dostają się też tiki nerwowe? To już w stylu klasycznego calcio – nie dość, że serce bije mocniej, to jeszcze skacze ciśnienie razem z wynikiem. E viva Juve!