Jeśli przychodzi Ci do głowy kiedykolwiek myśl: „Chciałbym dziś zjeść coś orientalnego, ale nie chcę kupować 17 sosów i jechać na drugi koniec miasta po liście limonki kaffir”, to pad thai przychodzi na ratunek jak tajski Batman na motorze z liści bananowca. To danie, które łączy w sobie kwas, słodycz, ostrość i słoność w jednym, pozornie chaotycznym, ale mistrzowsko skomponowanym daniu. A skoro mówimy o mistrzach, to pad thai kwestia smaku zyskało już status kulinarnego rock’n’rolla wśród fanów azjatyckiej kuchni. Czas dać mu należne miejsce na Twoim stole. Łapiemy pałeczki i wchodzimy w temat!
Skąd przybył Pad Thai, czyli historia z woka rodem
Chociaż wiele osób myśli, że pad thai to potrawa z tysiącletnią tradycją, prawda zaskakuje jak limonka w oku – to dziecko XX wieku. Powstał w latach 30. na fali nacjonalistycznych reform w Tajlandii, kiedy premier Plaek Phibunsongkhram uznał, że warto stworzyć narodowe danie, które połączy mieszkańców i odróżni ich od sąsiadów z Chin. Tak powstał pad thai – streetfoodowy przebój, który w ciągu kilku dekad stał się jedną z najczęściej googlowanych tajskich receptur. Oryginalnie z krewetkami, jajkiem i kiełkami mung, dziś dostępny w setkach wariantów – od klasycznych po wegetariańskie i wegańskie.
Składniki, które zagrają Ci serenadę smaku
Sercem pad thaia są makarony ryżowe – szerokie i klejące, ale nie rozgotowane (chyba że chcesz popełnić kulinarne faux pas). Do tego jajka, tofu lub krewetki, kiełki mung, szczypiorek i orzeszki ziemne. Kluczem jednak jest sos – słodko-kwaśno-słony z nutą umami. Składa się z pasty tamaryndowej, sosu rybnego (lub sojowego dla wegan), cukru palmowego i odrobiny chili. Brzmi jak koncert czterech smaków? Dokładnie!
A jeśli chcesz iść na skróty – pad thai kwestia smaku w wykonaniu domowym da się osiągnąć przy pomocy kilku sprawdzonych tricków: gotowy sos pad thai (tak, istnieją porządne marki!), porządny wok i… trochę cierpliwości. Choć danie robi się szybko, warto kilka razy obejrzeć tutoriale lub przeczytać przepis zanim zaczniesz.
Pad Thai krok po kroku – czyli przepis dla każdego głodomora
Czas wziąć się za garść ryżowego makaronu i rozpocząć kuchenną sagę.
- Makaron – namocz w letniej wodzie, aż zmięknie. Nie gotuj! Inaczej zamieni się w kulinarny smuteczek.
- Tofu/krewetki – podsmaż na oleju (najlepiej arachidowym) aż się zarumienią.
- Jajko – wbij na patelnię, roztrzep i smaż jak jajecznicę.
- Warzywa – dorzuć kiełki, szczypiorek i marchewkę – kto bogatemu zabroni?
- Sos – wlej miksturkę z tamaryndowca, cukru, sosu rybnego i chili. Zamieszaj, niech się połączy w aromatyczną całość.
- Makaron – dorzuć, wymieszaj dokładnie i smaż do lekkiego skarmelizowania sosu. Chrupiące kawałki to złoto.
Podawaj z ćwiartką limonki i solidną garścią orzeszków ziemnych. I pamiętaj – to danie najlepiej smakuje… palcami. Ale tylko, jeśli nie jesteś w restauracji z obrusem.
Najczęstsze błędy, których nie chcesz popełnić
To tylko makaron? Nic bardziej mylnego. Źle przygotowany pad thai smakuje jak smutne wakacje w deszczu. Oto czego unikać:
- Rozgotowany makaron – wróg numer jeden. Zamiast sprężystości dostajesz papkę.
- Brak balansu smaków – zbyt słodki lub zbyt słony sos potrafi zrujnować nawet najlepsze składniki.
- Smażenie na zimnej patelni – wok musi być gorący jak lato w Bangkoku. Inaczej – kiszka.
- Za dużo składników naraz – pad thai nie lubi tłoku. Rób danie partiami, jeśli gotujesz więcej niż dla dwóch osób.
Pad thai to jedno z tych dań, które wciągają na śniadanie, lunch i kolację. Nie tylko smakuje obłędnie, ale pozwala też bawić się kuchnią. Możesz podrasować je tofu, dorzucić mango, zamienić orzeszki na nerkowce albo usmażyć wersję fit bez cukru palmowego. To elastyczność godna tajskiego jogina!
Podsumowując – pad thai to danie idealne nie tylko dla fanów egzotyki, ale też kulinarnych pragmatyków. Bo czyż nie cudownie jest ugotować coś, co smakuje jak z food trucka w Chiang Mai, a przy tym nie wymaga kredytu na zakupy spożywcze? Spróbuj pad thai kwestia smaku w domowym wydaniu i przekonaj się, że nawet bez wyjazdu do Tajlandii możesz poczuć się jak na wakacjach.