Co łączy dzieła sztuki współczesnej, nieoczywiste komentarze społeczne i subtelny zmysł ironii? To może być tylko jedno nazwisko – Magdalena Kasperowicz. Artystka, dziennikarka, kuratorka, recenzentka i gaduła totalna – w najlepszym możliwym znaczeniu tego słowa. Jej obecność w świecie sztuki to nie tylko obecność – to prawdziwa obecność z przytupem, z pazurem i z barwnym piórem (czasem pisząc, a czasem dosłownie trzymając go w dłoni podczas wernisażu). Czas więc zajrzeć, co tak naprawdę ma na sumieniu (czyt. w portfolio) i jak udało jej się wywrzeć niemały wpływ na współczesne spojrzenie na kulturę.

Od dziennikarstwa do świata galerii – droga pełna barw (i deadline’ów)

Zaczynała jako dziennikarka – i to nie byle jaka. Nie mówimy tu o osobie, która zadaje pytanie: „Jak się pani czuje po premierze filmu?”, tylko o kimś, kto potrafi wyciągnąć z artysty to, co ukryte głęboko – ukryte za paletą barw, metaforą i trzecim kieliszkiem prosecco z wernisażu. Magdalena Kasperowicz przez lata zdobywała doświadczenie jako komentatorka wydarzeń kulturalnych, recenzentka i promotorka sztuki. Współpracowała z rozmaitymi mediami, w tym także z tymi „z wyższej półki” (czytaj: takimi, które mają więcej niż jedną rubrykę o kulturze).

Jednocześnie nie poprzestała na słowie pisanym. Słowo zamieniła na czyn: organizując wystawy, moderując panele dyskusyjne i promując młodych artystów, zanim ci jeszcze zdążyli nauczyć się poprawnie wypełniać formularz na Akademii Sztuk Pięknych.

Sztuka przez duże „S” (i kilka liter NFT)

W czasach, gdy sztuka często trafia do internetu szybciej niż do galerii, Kasperowicz nie została w tyle. Przeciwnie – wpakowała się w ten świat z wrodzonym entuzjazmem. Interesuje ją wszystko, co nowe, intrygujące i trudne do sklasyfikowania. Od performansów ulicznych, przez manifestacje artystyczne, aż po… sztukę cyfrową oraz NFT. Tak, dobrze czytacie – NFT. Zamiast trzymać się kurczowo płócien i farb olejnych, Kasperowicz odważnie eksploruje współczesne media. Owszem, trudno powiesić token na ścianie, ale jeśli ktoś potrafi pokazać, że to nadal może być sztuka – to właśnie ona.

Również w kontekście NFT i internetu, Magdalena Kasperowicz zaprezentowała kilka autorskich projektów, które próbują łączyć świat tradycyjnej estetyki z nowoczesnymi formami wyrazu. Nie boi się zadawać trudnych pytań: „czy to jeszcze sztuka, czy może już tylko piksele?”, „gdzie kończy się koncept, a zaczyna inwestycja?” – i czeka z uśmiechem na odpowiedzi, których nikt nie zna.

Kurator, który nie boi się ryzyka (ani tłustych cytatów z Baudrillarda)

Jednym z najciekawszych aspektów działalności Kasperowicz jest jej rola kuratorki. Gdy większość osób planujących wystawy boi się choćby najmniejszego eksperymentu, ona z radością wrzuca do jednego pokoju rzeźbę z makaronu, instalację dźwiękową i film wideo ukazujący metafizyczne przejście bohatera przez galerię… własnej duszy. Brzmi dziwnie? Z pewnością. Ale również inspirująco.

Jej wystawy są zaskakujące, odważne i pełne ukrytych (czasem głęboko) treści. Sama twierdzi, że sztuka powinna „drażnić, stawiać pytania i prowokować do spojrzenia innym kątem oka – nawet jeśli to oko się jeszcze nie obudziło”. Przy jej wernisażach sen jest niezalecany – na pewno coś przegapisz.

Wpływ na młode pokolenie i media społecznościowe

W świecie zdominowanym przez scrollowanie, Magdalena Kasperowicz pokazała, że da się mówić o sztuce również na Instagramie, TikToku i w podcastach. Robi to na własnych zasadach, bez kopiowania utartych schematów. Jej relacje z wystaw, komentarze do bieżących wydarzeń i wywiady z artystami cieszą się coraz większą popularnością – i to wśród tych, którzy zwykle szybciej klikają w mema niż w link do eseju o ontologii performansu.

Dzięki temu staje się postacią łączącą dwa światy: tradycyjny, galeryjny i ten cyfrowy, dynamiczny, często nieprzewidywalny. Nie boi się używać emotek w analizie sztuki – i, co ważniejsze, robi to z klasą. Magdalena Kasperowicz nie boi się też mówić o tym, że kultura potrzebuje świeżego powietrza, a czasem i lekkiego przeciągu, żeby nie zasklepiła się w swojej akademickiej bańce.

Choć brzmi to jak opis jednej osoby, to naprawdę mógłby go przyjąć cały zespół kreatywnych specjalistów – tylko że w tym wypadku mówimy wciąż o tej samej, jednej i niepowtarzalnej postaci. Kasperowicz to nie tylko nazwisko, to zjawisko – i trudno wyobrazić sobie dzisiejszą polską scenę artystyczną bez jej udziału.

Podsumowując – Magdalena Kasperowicz to artystyczna multitoolka, której głos słychać wszędzie tam, gdzie dzieje się coś wartego uwagi: czy to w galerii, czy w komentarzu na Twitterze. Dzięki niej sztuka przestaje być elitarna, a zaczyna być ciekawa – naprawdę. Jej wpływu na kulturę nie da się zmierzyć liczbą followersów (choć i tych ma niemało), bo jej siła leży przede wszystkim w autentyczności i pasji. A jeśli wciąż jej nie znasz – warto to nadrobić, bo świat sztuki z nią wygląda po prostu lepiej. I trochę bardziej kolorowo.