Nie każdy dzień zaczyna się od szycia sukni, która zasługuje na osobną ceremonię i oddzielne konto na Instagramie. Dla Patrycji Kujawy — zdecydowanie tak. Zamiast porannej kawy, zaserwujmy sobie opowieść o polskiej projektantce, która z pasji uczyniła swój sposób na życie, a ze swojej twórczości – sztukę, za którą klientki są gotowe ustawiać się w kolejce dłuższej niż ta do Morskiego Oka w sierpniu.
Ze szkolnej ławki na wybieg
Nie każdy projektant rodzi się z igłą w dłoni, ale u Patrycji wszystko wskazuje na to, że już w kołysce miała pierwsze pomysły na tiulowe cuda. Jej przygoda z modą nabrała rozpędu, gdy zdecydowała się porzucić konwenanse i iść za głosem serca. Ukończyła Szkołę Artystycznego Projektowania Ubioru w Krakowie, a zdobyta tam wiedza okazała się nie tyle cegiełką, co całą katedrą pod solidne fundamenty jej kariery.
Już podczas studiów zaskakiwała oryginalnością i precyzją wykonania – niby młoda, a szyła jak doświadczona projektantka z Paryża. Jej pierwsze autorskie kolekcje były świeże, z polotem i, co tu dużo mówić — z klasą. Moda w jej wydaniu szybko zaczęła przekraczać granice szkicownika i trafiać na wybiegi, a stamtąd prosto do… serc kobiet.
OROR – Atelier inne niż wszystkie
Wielu próbowało, ale tylko nielicznym udało się stworzyć markę, która jest jednocześnie luksusowa, bezpretensjonalna i autentyczna. Patrycja Kujawa to właśnie ta nieliczna. Jej atelier OROR to nie tylko salon sukien ślubnych, to sanktuarium mody, w którym panna młoda może poczuć się jak księżniczka… z charakterem.
W OROR nie znajdziesz kopii trendów z Pinteresta. Patrycja tworzy suknie dla kobiet, które wiedzą czego chcą — zmysłowe, delikatne, ale z pazurem. Koronki, hafty, jedwabie i tiule w jej rękach zmieniają się w spektakularne kreacje, które potrafią wzruszyć nawet przyszłą teściową. A to, drodzy państwo, nie lada wyczyn.
Gwiazdy też mówią tak!
Jeśli myślisz, że Patrycja Kujawa to tylko ulubienica panny Any z Grabowca, to niespodzianka — do jej atelier pukają znane twarze i celebryckie sylwetki. Suknie autorstwa Kujawy nosiły między innymi Małgorzata Rozenek-Majdan, Doda, czy Kasia Cichopek. Jej kreacje można także zobaczyć na czerwonym dywanie i ekranie telewizora. To taki mały polski haute couture, ale bez francuskiego zadęcia.
Co ciekawe, Patrycja nie tworzy tylko na wielkie okazje. Coraz częściej projektuje też kolekcje ready-to-wear, choć trudno się nimi wyszykować na zakupy po ziemniaki. Za to na randkę, galę czy wieczorne prosecco z przyjaciółkami – jak znalazł!
Co ją inspiruje?
Zapytana w jednym z wywiadów, skąd czerpie pomysły, odpowiedziała – z emocji i ludzi. To brzmi trochę jak cytat z Paulo Coelho, ale kiedy przyjrzeć się jej projektom, widać, że nic nie jest przypadkowe. Subtelne odniesienia do sztuki, historii mody i kultury polskiej pojawiają się w detalach, które robią różnicę – lekko asymetryczny dekolt, falbana w strategicznym miejscu czy ręcznie wyszywane zdobienia. To moda, która mówi — patrz, jaka jestem! a nie przepraszam, że żyję.
Nie tylko igła i nitka
Mimo napiętego terminarza i nieustannej twórczości, Patrycja Kujawa angażuje się także społecznie. Bierze udział w akcjach promujących polskich projektantów, wspiera młodych twórców oraz angażuje się w kampanie społeczne dotyczące zaakceptowania własnego ciała. Bo dla niej moda to nie tylko ładna sukienka – to sposób na opowieść o sobie. A każda kobieta ma historię wartą opowiedzenia, najlepiej w sukni od Kujawy!
Patrycja Kujawa to coś więcej niż świetna projektantka – to marka sama w sobie, która nie boi się mówić własnym głosem (czasem z przymrużeniem oka). Jej historia pokazuje, że można w Polsce tworzyć haute couture z duszą, uśmiechem i stylowym sznytem. Jedno jest pewne – jeszcze nie raz o niej usłyszymy i zobaczymy to na najpiękniejszych ślubnych fotografiach.
Przeczytaj więcej na: https://lifestylowyblog.pl/kim-jest-patrycja-kujawa-wlascicielka-slubnego-atelier-oror-ceny-salon-suknie/.